Jej, to już 3 miesiące. Wynik mizerny, no ale w dół:D. Niezbyt jestem z siebie zadowolona. Z diety najbardziej (tzn. najbardziej jestem). Jeżeli chodzi o aktywność, to nawet bardzo jestem niezadowolona. Nawet tych moich mizernych założeń nie umiem się trzymać. To tylko kroki i tylko joga - jakakolwiek. To drugie mi wychodzi lepiej, ale dalej nieidealnie. Kroki tak zrywami. Pogadam ze sobą poważnie po weekendzie na ten temat, bo teraz to mnie czeka trochę wyjazdów z kartami, więc bez sensu się jeszcze bardziej na siebie wkurzać 🤪. Kroki dziś znów niezaliczone (i za późno jest, żeby dreptać), a jogę zrobię na dobranoc zaraz. Jedzonko:
Śniadanie: Cukiniowe placuszki, łosoś, pesto, twarzożek, warzywka z olejem z pestek dyni.
II śniadanie: Chleb żytni z pasztetem, sałatą lodową i ogórkiem kiszonym.
Obiad: Risotto na czerwonym winie z pieczarkami, pierś z kaczki (pół), lampka wina bezalkoholowego (tylko 50 kcal w dużej lampce, zero szmerów w głowie i bonus w postaci resveratrolu :)))).
Przekąska: wafel proteinowy bez cukru
Miłej nocki🥰