Od ostatniego wpisu nie tknęłam cukierków mlecznych, ani żadnych innych słodyczy.
Jestem z siebie mega dumna. Trzymałam się limitu kalorii 1600, zazwyczaj trochę mniej. Waga niestety nie bardzo chce spadać i to moje gonienie paska idzie topornie. Dziś 73,3kg. Cały tydzień kręcenia się w kółko wokół tej samej wagi. Słabo i wkurzająco.
Zmotywowała mnie do odstawienia słodyczy, przymiarka wiosennej kurtki, która jest przyciasna. Mąż pociesza, że kupię sobie większą, ale ja się zaparłam, że schudnę i zmieszczę się w tę.
Bije się z myślami co zrobić w tłusty czwartek. Odpuścić dla paczka/ów, czy dalej grzecznie działać w wiadomym kierunku. Pączki lubię tylko te long, z masą waniliową, biedronkowe. Zwykłe mnie nie kręcą, więc nie jest to coś dla czego warto by było odpuścić dietę.
Co robić… co zrobię…?
Wszystko zależy od porannej, jutrzejszej wagi i odporności na sabotujące myśli.