Nadal trzeba wchodzić do pamiętnika kanałami. Wisi od tygodnia komunikat-ten użytkownik nie ma jeszcze pamiętnika. Na psy zeszła ta vitalia
Ale do brzegu...
Wczoraj miałam totalnie leniwy dzień i prawie cały domowo. Dziś za to bardzo aktywnie, bo w większości na działce. Pierwszy w tym roku grill zaliczony i sporo podgonione z działkową robotą. Pogoda była przepiękna, aż się nie chciało wracać do domu. Ale jeszcze obywatelski obowiązek był do spełnienia, więc dodatkowy, rodzinny spacerek wpadł.
Pięknie na działce kwitną drzewa brzoskwiniowe. Zanosi się na ładne śliwkowe zbiory, bo w zeszłym roku w ogóle nie obrodziły. Porzeczki już mają zaczątki owocków. Z trzech borówek uchowała się tylko jedna, ale dobre i to. Byleby dalej tak ładnie rosła. Poziomki porozsiewały się po całej działce, musiałam dziś je poprzesadzać na zagon. Nie wszystkie, bo multum tego jest. Truskawki też się sklonowały i sporo ich.
Odchudzanie idzie jak po grudzie i jeszcze mi się nie udało zgubić balastu poświątecznego. Wczoraj lazania, lody i zero ruchu, dziś grill. No nie ma jak. Może nadchodzący tydzień będzie łaskawszy… Musi, bo jak dziś wyciągnęłam letnie spodnie, to się ledwo dopięłam. Masakra z tym odchudzaniem. Nadal zapijam się kompotem z suszu, ale żadnej zmiany nie zauważyłam. Na żadnym polu.