Witajcie
Wczorajszy brak wpisu spowodowany złym samopoczuciem, złością, ściekłością... Rano dzień zapowiadał się spokojnie, miała być wizyta u rodziców, potem wizyta u lekarza wad postawy z córką M, a na końcu zakupy... Co się udało? Wizyta u rodziców... wizyta w poradni, masakra. Weszłyśmy półtorej godzinnym opóźnieniem :( Także nie trudno się domyśleć, jakie emocje mną targały ;) Potem jeszcze ponad pół godziny w gabinecie... I do domu z buta tzn z buta do rodziców, bo koło nich zostawiłam auto. Mówię sobie, przejdziemy się,ładna pogoda hmmm dobrze nam to zrobi ;) młoda się dotleni, bo tylko w domu z telefonem i yt. Tak też zrobiłyśmy. No alw powrót do domu to już w biegu, bo druga kończyła lekcje, a tu trzeba było jeszcze auto wziąć. Na styk dojechałam po córkę i już jechałyśmy do domu. Także zakupów nie było. Byłam wściekła, zła.... rozzłoszczona... jak dojechałam do domu, bo nawet obiadu nie miałam, bo myślałam, że ogarnę zakupy właśnie na obiad :) Coś tak zjadłam na szybko.. aaaaa zapiekanka z Dino a na śniadanie kanapki i to całe menu wczorajszego dnia. Tragedia. Tak... wiem..... No nic jeszcze kawkę zrobiłam i padłam z dupką.
Nie, treningu wczoraj nie miałam bo zrobiłam wczoraj 23078 kroków i to był mój trening ;) Wieczorem nie czułam nóg i strasznie bolała mnie głowa.
A dziś ??? Dziś nie jest lepiej. Tzn z rana wiedziałam co będę miała robić. W planach wyjazd na cmentarz z mamą i to się udało. Dostałam niezły wycisk
Zresztą widać po relacji, oj czuję to wszędzie. Ręce, nogi.... masakra. I rwa kulszowa mnie złapała po powrocie do domu. Bo jak byłam w ruchu, nie czułam, ale jak dojechałam do domu hmmm to się zaczęło. Mamie strzeliło coś w krzyżu jak byłyśmy na cmentarzu :( Oj działo się tam... starałam uwijać się jak mrówka, aby szybko skończyć, bo u dziadków na cmentarzu zawsze strasznie wieje. Ciekawe czy jutro moje gardło da o sobie znać.
Po cmentarzu miałam jechać do rodziców, potem zakupy bo młoda do 16 w szkole... i wtedy dopiero do domu.... ale nie.. nie... u nas zawsze musi się coś zmienić, nagle :( Tak też było tym razem. Zamiast swoich planów, M wtrącił swoje...a i tak nie wyszło tak jak ustaliliśmy.... co jeszcze bardziej mnie wkurzyło, bo śmiało mogłam wykonać swoje plany :) Ajjjjj faceci ;) heheh. M po drodze z pracy odebrał moją córką, dałam im obiad a potem pojechaliśmy po samochód. I tak oto dzisiejszym treningiem jest właśnie wizyta na cmentarzu. Zła jestem, bo drugi dzień, kiedy padam. Ale rwa daje o sobie znać, nie chcę przeciążać bo będzie tylko gorzej. Poczekam, może jutro będzie lepiej.
Posiłkowo dzień wygląda tak:
I posiłek: chleb ze schabem domowej roboty ( wczoraj piekłam) plus ogórek i herbata
II posiłek: makaron ( gotowiec z Biedronki) z polędwiczkami
III posiłek: chleb ze schabem, chrzanem, sokoliki i ogórek plus dużaaa kawka ( musiałam inaczej padłabym szybciej)
Woda pilnowana, a kroki dzisiejsze? Na chwilę obecną 18569 i ładuję opaskę, więc dużo więcej nie dobiję ;)
Cieszę się, że dzień dobiega końca. Nie poddaje się, jutro będzie lepiej. Trzymam kciuki za Ciebie. Powodzenia. Spokojnego wieczoru. Pozdrawiam :) :*