Temat: Ozempic

Hej. Czy ktoś z was stosował ozempic? Jak efekty? Byliście zadowoleni? Jak długo stosowaliście?

cancri napisał(a):

ladyinredscrubs napisał(a):

sacria napisał(a):

LeiaOrgana7 napisał(a):

sacria napisał(a):

Ale na co? Wiesz, że to lek przeciwcukrzycowy? Jeśli ktoś go stosuje na odchudzanie to jest delikatnie mówiąc człowiekiem bez wyobraźni czy rozumyme - właściwe określenie vitalia zapewne zbanuje:) 

Wstrzymaj sie z pochopnymi ocenami. Takie zachowanie to domena ludzi inteligentnych inaczej - delikatnie mówiac.

Semaglutide - Wikipedia

"W 2021 roku amerykańska Agencja Żywności i Leków dopuściła Ozempic do stosowania w leczeniu otyłości u pacjentów z współwystępującą cukrzycą" 

"Należy pamiętać, że jednym z głównych przeciwwskazań do stosowania leku jest chęć utraty zbędnych kilogramów bądź utrzymania szczupłej sylwetki, jeśli u pacjenta nie występuje cukrzyca. Problem z lekiem Ozempic polega m.in. na tym, że jest on przepisywany w sposób masowy pacjentom, u których nie występują wskazania."

Pracuje z pacjentami otyłymi. Ozempic jest na cukrzyce, ten sam środek pod inna nazwa (Wegovy) jest dopuszczony jako lek na odchudzanie. Wiec, Sacria, może jednak się doinformuj dokładnie, zanim zaczniesz się wypowiadać.

Mounjaro jest dla cukrzyków za dopłatę 10 EUR od recepty (jestem w DE), jako "lifestyle" lek jest pełnopłatny, ceny od 170 do 300 EUR za pen, w zależności od dawki i innych czynników.

Żaden normalny lekarz nie przepisuje tych leków bez podstawy, bo musimy się tłumaczyć kasie chorych. Za receptę wystawiona blednie nie płaci pacjent, a gabinet, który wystawił (tak zwany regres).

Skutki uboczne - tak. Nudności, wymioty, problemy żołądkowe, itd. Historie o zapaleniach trzustki i raku trzustki zostały juz wyjaśnione - badania w tym kierunku były robione na kilku myszach i nawet te badania nie pokazały niczego sensownego.

Ani glutydy, ani tirzepatid, nie spalają tłuszczu. One odpowiadają za to, ze pacjent odczuwa mniej głodu oraz wspomagaja gospodarkę insulinowa-glukozowa i glukagonu. To nie jest zloty środek. Prace musi wykonać pacjent. Pacjent biorący te leki, ale nadal jedzący ponad zapotrzebowanie (są i tacy) nie schudnie. Potem jest krzyk, ze lek nie działa. Działa, ale, jak mowie, to nie jest cos, co wykona cala prace.

Dlatego u nas każdy taki pacjent (jesteśmy klinika uniwersytecka, nie prywatna praktyka) comiesięczne wizyty u psychiatry/Psychologa oraz opieka dietetyka klinicznego podczas trwania kuracji są obligatoryjne. Kto przestaje przychodzić, nie dostaje kolejnej recepty, bo to się mija z celem. Czas wspomagania lekiem należy koniecznie i bezwarunkowo wykorzystać na naukę jedzenia (bo osoby śmiertelnie otyłe nie wiedza, jak się je intuicyjnie, co to głów, co to sytość, nie maja pojęcia o wielkości porcji i składzie porządnego posiłku).

Odstawić można stopniowo, można tez od razu, w momencie odstawienia wraca uczucie głodu. I albo pacjent wykorzystał ten czas i nauczył się i wyrobił zdrowe nawyki, albo waga wróci. Ale znowu - waga wraca nie, bo ten lek jakieś cuda działa, ale dlatego, ze pacjent znowu zaczyna jeść ponad zapotrzebowanie.

Te leki to jest ostatnia deska ratunku przed operacjami, ale operacja tez nie rozwiązuje problemu, który leży u podłoża.

Lek zdazyl podrozec, 15 mg kosztuje juz ponad 450? / msc.

Niestety, panuje ta szkodliwa narracja, ze ci, ktorzy biora lek chudna od niego. I potem tez faktycznie ludzie po niego siegaja myslac, ze wykona za nich cala robote. I zdziwienie...

Ten wzrost ceny jest chwilowy. 

laska, u której wystąpiła koincydencja

Haga. napisał(a):

laska, u której wystąpiła koincydencja

Ale Ty rozumiesz różnicę pomiędzy osobami z BMI powyżej 40, które są na skraju nabycia chorób śmiertelnych lub juz je maja i nie są w stanie z uwagi na te same choroby schudnąć, a kimś, kto bierze lek na zrzucenie 20 kilo? (Bo jeżeli osoba nie ma metra wzrostu, to nadwaga w wysokości dwudziestu kilo to nie jest choroba smiertelna)

Wiec jaki masz pomysł na odchudzenie osoby mającej np. 165 cm wzrostu, ważącej 167 kilo, w pełni wykształcony zespol metaboliczny i początek wieńcówki? 

Lady, skad podejrzenie, że neguję dobroczynne skutki zażywania Ozempicu? Warto po prostu znać drugą stronę medalu. Zdesperowanych dziewczyn z 10 czy 20 kg do zrzucenia sięgających po ten lek jest mnóstwo. Inna rzecz, że jeśli coś może zaszkodzić osobie młodej i zdrowej, to tym bardziej może zaszkodzić starszej i schorowanej. Niemniej rozumiem, że leczenie nowo wprowadzonymi związkami chemicznymi a nawet starymi i sprawdzonymi, to zawsze kalkulacja zysków, strat i ryzyka. Także luz. Jeszcze z 10 lat temu pewnie sama bym go zdobyła.

Bralam saxende - mam ogromny zespół metaboliczny co jest wskazaniem przy BMI poniżej 30. Niestety musiałam odstawić ze względu na kompletny brak apetytu, pragnienia i okropne zgagi, których nigdy wcześniej nie miałam. Trwało to ponad miesiąc i lekarz uznał że odstawimy. Po odstawieniu wrócił apetyt. To co jest ważne to na pewno pilnowanie diety aby nie jest za dużo ale też nie za mało, pilnowanie ilości płynów i ruch. Trzeba robić wszystko to co robi się, żeby schudnąć bez leków a tego niestety wiele osób nie rozumie i oskarżają wszystkich o pójście na łatwiznę, zabieranie leków chorym itp a czy otyłosc to nie jest choroba? Przecież te zastrzyki nie leżą na ulicy a są przepisywane przez lekarza. 

Te co zarzucają chodzenie na łatwiznę same chętnie korzystają z zabiegów medycyny estetycznej, izoteku na trądzik itp. To po prostu szczucie konkurencji. Jeśli chodzi o argument "zabierania leku chorym" - przyczyna tej cukrzycy na którą stosuje sie glutydy, jest identyczna z przyczyną otyłości - to ten sam styl życia. I dokładnie tak samo trudno trudno go zmienić w obu przypadkach. Jaki jest procent trwałych sukcesów w leczeniu otyłości standardowymi metodami każdy przecież wie. Nawet można się zdziwić, że ludzie z cukrzycą nie są bardziej zmotywowani do kontrolowania jej dietą i ruchem od tych, którzy jeszcze do cukrzycy nie doszli a maja "zaledwie" otyłość. Jak będzie trzeba, ja poczekam na leki nie wymuszajace na trzustce ogromnych wyrzutów insuliny, o ile wiem to jeden z mechanizmów ich działania. 

ladyinredscrubs napisał(a):

sacria napisał(a):

LeiaOrgana7 napisał(a):

sacria napisał(a):

Ale na co? Wiesz, że to lek przeciwcukrzycowy? Jeśli ktoś go stosuje na odchudzanie to jest delikatnie mówiąc człowiekiem bez wyobraźni czy rozumyme - właściwe określenie vitalia zapewne zbanuje:) 

Wstrzymaj sie z pochopnymi ocenami. Takie zachowanie to domena ludzi inteligentnych inaczej - delikatnie mówiac.

Semaglutide - Wikipedia

"W 2021 roku amerykańska Agencja Żywności i Leków dopuściła Ozempic do stosowania w leczeniu otyłości u pacjentów z współwystępującą cukrzycą" 

"Należy pamiętać, że jednym z głównych przeciwwskazań do stosowania leku jest chęć utraty zbędnych kilogramów bądź utrzymania szczupłej sylwetki, jeśli u pacjenta nie występuje cukrzyca. Problem z lekiem Ozempic polega m.in. na tym, że jest on przepisywany w sposób masowy pacjentom, u których nie występują wskazania."

Pracuje z pacjentami otyłymi. Ozempic jest na cukrzyce, ten sam środek pod inna nazwa (Wegovy) jest dopuszczony jako lek na odchudzanie. Wiec, Sacria, może jednak się doinformuj dokładnie, zanim zaczniesz się wypowiadać.

Mounjaro jest dla cukrzyków za dopłatę 10 EUR od recepty (jestem w DE), jako "lifestyle" lek jest pełnopłatny, ceny od 170 do 300 EUR za pen, w zależności od dawki i innych czynników.

Żaden normalny lekarz nie przepisuje tych leków bez podstawy, bo musimy się tłumaczyć kasie chorych. Za receptę wystawiona blednie nie płaci pacjent, a gabinet, który wystawił (tak zwany regres).

Skutki uboczne - tak. Nudności, wymioty, problemy żołądkowe, itd. Historie o zapaleniach trzustki i raku trzustki zostały juz wyjaśnione - badania w tym kierunku były robione na kilku myszach i nawet te badania nie pokazały niczego sensownego.

Ani glutydy, ani tirzepatid, nie spalają tłuszczu. One odpowiadają za to, ze pacjent odczuwa mniej głodu oraz wspomagaja gospodarkę insulinowa-glukozowa i glukagonu. To nie jest zloty środek. Prace musi wykonać pacjent. Pacjent biorący te leki, ale nadal jedzący ponad zapotrzebowanie (są i tacy) nie schudnie. Potem jest krzyk, ze lek nie działa. Działa, ale, jak mowie, to nie jest cos, co wykona cala prace.

Dlatego u nas każdy taki pacjent (jesteśmy klinika uniwersytecka, nie prywatna praktyka) comiesięczne wizyty u psychiatry/Psychologa oraz opieka dietetyka klinicznego podczas trwania kuracji są obligatoryjne. Kto przestaje przychodzić, nie dostaje kolejnej recepty, bo to się mija z celem. Czas wspomagania lekiem należy koniecznie i bezwarunkowo wykorzystać na naukę jedzenia (bo osoby śmiertelnie otyłe nie wiedza, jak się je intuicyjnie, co to głów, co to sytość, nie maja pojęcia o wielkości porcji i składzie porządnego posiłku).

Odstawić można stopniowo, można tez od razu, w momencie odstawienia wraca uczucie głodu. I albo pacjent wykorzystał ten czas i nauczył się i wyrobił zdrowe nawyki, albo waga wróci. Ale znowu - waga wraca nie, bo ten lek jakieś cuda działa, ale dlatego, ze pacjent znowu zaczyna jeść ponad zapotrzebowanie.

Te leki to jest ostatnia deska ratunku przed operacjami, ale operacja tez nie rozwiązuje problemu, który leży u podłoża.


Myślę, że mogę się już na ten temat wypowiedzieć. Tym bardziej, że jestem weteranką odchudzania. Wypróbowałam wszystkie możliwe diety, współpracę z dietetykiem, psychologiem, projekt badawczy w Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie, brałam meridię a finalnie nawet przeszłam rękawową resekcję żołądka w Szpitalu Orłowskiego. Mam więc moje subiektywne porównanie co działa i jak działa (na mnie!).

Przez jakieś 5 lat po operacji było ok. Nowe nawyki żywieniowe, trzymana dieta itd. Później toksyczny związek, 3 lata depresji na psychotropach, kompulsywne objadanie się - i finalnie ponowne przybranie na wadze. I pomimo, że psychicznie doszłam do siebie - to moje ciało pozostało z wagą 101 kg i nie widziałam już dla siebie ratunku. Ale trochę słabo położyć się do trumny i czekać na śmierć w wieku 43 lat.

Ostatecznie zdesperowana, zainteresowałam się nowym lekiem. Mounjaro. Taka ostatnia deska ratunku.

Ale nie został mi przepisany "ot tak". Lekarz zlecił mi najpierw kompleksowe badania  (rozszerzona morfologia, plus co mu przyszło jeszcze do głowy - łącznie z usg wątroby która "świeciła" bo stłuszczona, badaniem moczu itd.) następnie kazał przez tydzień prowadzić dzienniczek i mierzyć ciśnienie...

I ostatecznie przepisał mi Mounjaro.

Brałam Mounjaro przez 40 tygodni (40 zastrzyków w ciągu 10 miesięcy).

I muszę napisać wprost - nic lepszego nie mogło mi się przytrafić. 

Nie podniosłam dawki z 5mg ponieważ ta wartość skutecznie hamowała u mnie łaknienie.

Schudłam w sumie 41 kg - ze 101 kg do 60 kg. Wzrost 164 cm. Wiek 45.
W styczniu 2025 ponownie zrobiłam badania żeby dowiedzieć się jak wygląda sytuacja (miałam obawy dotyczące niedoborów itd.). 

Wyniki doskonałe. Lekarz rozpływał się nad nimi. Nie mam niedoborów (stosowałam suplementację ale i tak miałam obawy) a wątroba wygląda super.
Jestem w świetnej formie.


Nie biorę leku od miesiąca - a waga podskoczyła tylko o 1 kg.

Inaczej jem. Chodzę na siłownię. Mam ochotę żyć.

Nie żałuję ani jednej wydanej złotówki. Ten lek mnie uratował. Uratował moje życie i zdrowie. Jest mniej inwazyjny i mniej problematyczny niż operacja bariatryczna. Również rozpoczęcie odchudzania jest prostsze - bo pozbawione bólu oraz ran pooperacyjnych oraz okresu zwolnienia lekarskiego. Ale ten lek sam niczego nie załatwia. Jedyne co odczuwa pacjent to brak wspomnianego "food noise" ograniczenie łaknienia oraz ewentualne odczucia związane z efektami ubocznymi. Sam musi zmienić swoją aktywność, swoją dietę, swoje nawyki.


Plusy:

– brak łaknienia,
– możliwość wdrożenia przemyślanego sposobu odżywiania (ja się ograniczam do warzyw, mięsa, ryb, owoców, orzechów czasem ryżu)
– zmiana relacji z jedzeniem (już nie jem jak się nudzę, już nie jem jak się denerwuję),
– utrata wagi (zdrowsze, piękniejsze i pełniejsze życie)
– uświadomienie sobie jak niewiele pożywienia potrzebuje nasz organizm (ja się wcześniej objadałam i nie zdawałam sobie z tego sprawy),

Minusy:
– konieczność robienia zastrzyków,
– kontrolowanie się codziennie tj. dbanie o spożywanie odpowiedniej ilości białka i suplementacja,
– odbijanie się,
– zmiana upodobań smakowych (rzeczy które lubiłam inaczej mi pachniały, część mi nie smakowała),
– wypadanie włosów,

- skóra... obwisła. Zaakceptowałam ją i uważam że to i tak lepsze niż otyłość.

– cena leku (1200zł miesięcznie).

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.