Jeżeli chodzi o kroki i jogę, to na razie się trzymam. Przedwczoraj była mała wtopa, bo w trakcie długiego spaceru rozładował mi się telefon i ostatecznie zaewidencjonowane mam 150 za mało - wieczorem już padłam i zapomniałam żeby dodreptać te kilka. Ale uznaję, że zaliczyłam, bo ten telefon mi padł długo przed końcem spaceru. Joga to mnie ratuje ostatnio. Wstaję rano jakaś osłabiona, bolą mnie różne rzeczy (chyba mnie coś łapie jednak) i taka łagodna praktyka stawia mnie na nogi. Zwłaszcza w barkach i karku czuję różnicę. Wczoraj jedzonko nie za zdrowe, bez śniadania białkowo-tłuszczowego, ale limit zachowany. Białka delikatnie za mało, bo wyszło jakieś 85g, no ale o tyle to się chyba nie będę zabijać.
Córa przekonała mnie wreszcie, że jej pragnienie posiadania innych zwierzątek niż pies nie jest tylko fanaberią, a ona będzie odpowiedzialnie się nimi zajmować. Inne zwierzątka=szczury. W liczbie mnogiej, bo to zwierzątka stadne i jednemu będzie smutno. Nie za bardzo widać na zdjęciach, bo śpią teraz akurat. Stwierdziłam, że wezmę na siebie część tej odpowiedzialności i zadeklarowałam, że skoro są dwa, to jeden jest mój :D. Tak w ramach budowania relacji z nastolatką. Mąż się wkurza, pies szaleje:D. Ale przynajmniej nie jest nudno 🤣.