Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

W sierpniu zdiagnozowano u mnie nowotrów. Wylosowałam nieźle, bo taki przewlekły (mieloproliferacyjny), a nie złośliwe i zabijające ustrojstwo. Po pierwszym szoku postanowiłam, że to właściwie jest niezły pretekst do tego, żeby zacząć żyć tak jak zawsze chciałam. Bez wymówek. Nie marnując czasu. Z pasją i radością. Odzyskanie sprawności i sylwetki jest częścią tego planu;). To ustrojstwo w mojej krwi trochę mnie ogranicza - przekonałam się już, że bardzo lubi suplementy, więc sobie nie pomogę w ten sposób;), ale postaram się podejść do sprawy mądrze i z cierpliwością.

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 5281
Komentarzy: 699
Założony: 2 stycznia 2025
Ostatni wpis: 3 kwietnia 2025

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
Sophia1729

kobieta, 42 lat, Złotów

165 cm, 76.40 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

14 marca 2025 , Komentarze (13)

Sytuacja okazała się stabilna :). Spadek jest, aczkolwiek znowu poniżej tego kilograma na 2 tygodnie. Ale dokładnie taki, po którym obiecałam sobie jeszcze nie panikować:D. No i obwody też delikatnie się ruszyły, więc jest nieźle. Nie robię na razie w związku z tym żadnych drastycznych zmian w planie. Tylko tyle, że jogę ćwiczę częściowo z Dagą (i płaczę, bo to bardzo wymagające praktyki 😂). Czyli podsumowując, przez najbliższy czas mam zamiar:

  • robić 10000 kroków dziennie
  • codziennie ćwiczyć jogę - wieczorem w ramach poprawy komfortu życia i eliminacji skutków napięcia i stresu, a w ciągu dnia (4 razy w tygodniu poza tym) według planu, który sama sobie ustalę na początku tygodnia, w zależności od tego nad czym chcę pracować
  • dieta 1700-1800 kcal, 
  • 100+ g białka,
  • śniadania białkowo-tłuszczowe
  • zero wina (alkoholowego:D - to bez jest takie średnie, ale ma mało kalorii i nie robi nic złego, a czerwone nawet ma sporo przeciwutleniaczy)
  • zero słodyczy (to jedna prosta rzecz w tym planie 😂)

Miłego dnia

13 marca 2025 , Komentarze (13)

Piszę jeszcze dziś tylko dlatego, że jest końcówka meczu (choć tu w Wielkopolsce chyba się Legii nie kibicuje 🤦‍♀️). Czuję jakąś, nie do końca określoną, satysfakcję po tym intensywnym dniu. Niby nic spektakularnego się nie wydarzyło, ale jakoś tak mi dobrze. Kroki zrobione. Joga zaraz na dobranoc (tym razem będzie, nawet jak krótka). Jedzonko ok.

Śniadanie: Sałatka i jajka po turecku. Drugi raz w życiu je jem i chyba nie jestem jakąś wielką fanką, ale to zawsze jakaś odmiana:).

II śniadanie: Sałatka z wędzonym kurczakiem, ryżem i warzywami + pestki dyni.

Obiad: Roladka ze schabu, ziemniaki, surówka. 

Nie jestem gadżeciarą, ale zaczęłam dziś rozważać zakup telefonu z jakimś naprawdę dobrym aparatem. Często muszę coś dokumentować jednak, a te moje zdjęcia to takie średnie wychodzą. Jak robię żarciu to może nawet być, ale tak ludziom w ruchu czy coś, to naprawdę średnio. Może macie jakiś, który szczególnie polecacie? 

Koniec meczu. Trzeba iść spać:). Jutro chwila prawdy... Dobranoc dziewczyny. 

13 marca 2025 , Komentarze (8)

Piszę szybko, bo kompletnie nie mam czasu. Dziś dzień napięty jak bycze jaja. Walczę do tego od rana z taką fizyczną niechęcią do działań promocyjnych, które za chwilkę trzeba podjąć. Są takie, które lubię. Kiedy uczelnia promuje się tylko pośrednio poprzez organizowanie fajnych wydarzeń dla społeczności lokalnej. A są takie, których nie czuję i takie mam za chwilę. Ale robię je z fajnymi ludźmi, więc może się przekonam. Na szczęście człowiek się szybko przyzwyczaja do takich rzeczy. 

Chyba wczoraj byłam grzeczna. Chyba nie zjadłam nawet krówki, choć wszędzie są porozkładane takie z naszym logo🤣. Kroki zrobiłam. Na jogę nie miałam czasu rano i już nie miałam siły wieczorem. Chciałam bardzo, ale po prostu odpłynęłam. 

Miłego dnia.

12 marca 2025 , Komentarze (14)

Dzień dobry słonecznie, choć za oknem mroźno i szaro. 

Relacja z pola walki: dalej czuję się zmęczona, opuchnięta i ciężka. Być może częściowo przez to, że dałam się córce wczoraj namówić na kebab :D. Był mały, zmieścił się w bilansie, ale niesmak pozostał. A to dziwne, bo jakbym sama wzięła tortillę, surówki, mięso z kurczaka i ostry sos, to by nie było niesmaku. No to mówię sobie: Zośka, wyluzuj. I się wkurzam ponownie, bo nie lubię jak ktoś do mnie mówi "Zośka"🤣. 

Dzień wczoraj miałam bardzo produktywny. I taki pełen dobrych zdarzeń. I domknęłam kilka zaległych tematów:D. A kilka odświeżyłam, żeby zaraz zamknąć. Mam taki mocne postanowienie, że dopóki nie pokończę kilku rzeczy, które są ograniczone w czasie, to nie zaczynam niczego nowego. I to jest takie mega trudne. Ja chyba naprawdę mam to ADHD🤣. Może dlatego udało mi się mimo wszystko zrobić wczoraj i kroki i jogę. Jedzonko to na zdjęciach+ kolacjoprzekąska w postaci pistacji i nektarynki.

Dzisiejszy dzień za to głównie u lekarza (z czego pewnie ze 2h w poczekalni) i na badaniach. Poza tym mamy Festiwal Nauki, trochę zajęć z najmłodszymi dzieciakami (czyli 2) i trochę z dorosłymi po nocach (kto wymyślił, żeby matematyki kazać się ludziom uczyć o 19:30?). Nie tak źle. Jak pójdę na uczelnię na piechotę, to może kroki nawet zrobię:D. Miłego dnia 🥰

11 marca 2025 , Komentarze (9)

Chyba się stęskniłam za normalnym życiem poza łóżkiem, bo dzień wczoraj miałam wyjątkowo produktywny. Oprócz różnych swoich rzeczy zmieściłam w nim poranną pranajamę i wieczorną praktykę wzmacniającą całe ciało i nawet udało mi się zrobić kroki, choć jak zwykle łaziłam po nocach po parku 🤣. Dieta niby ok, ale podjadałam trochę - pistacje, truflę rumową i oprócz zdjęć wpadło pół bułeczki z serem - jakoś źle sobie rozłożyłam posiłki, bo zajęcia zaczynałam o 15:30 a kończyłam 19:30 a chyba dwie godziny przed zjadłam drugie śniadanie, więc przerwa była nienaturalnie długa, zwłaszcza, że obiad potem musiałam jeszcze przygotować. Będę bardziej uważna na rozkład posiłków. 

Śniadanie: Serdelki, serek, musztarda, majonez, warzywka

II śniadanie: Bułka marchewkowa z aldika, pasta z jaj, warzywka.

Obiad: Halibut pieczony, trendy lunch z orkiszem i vermicelli, surówka z pekińskiej i pora

Nieskontrolowane podjadanie: pół bułki z serem, trufla rumowa, pistacje

W piątek warzenie. Czuję się jakaś opuchnięta i ciężka po tej chorobie. Jeżeli nie zanotuję spadku albo będzie mniejszy niż 0,6 kg to znaczy, że pora na korekty. Już długo mam ten niezbyt wymagający plan w końcu :D. 

9 marca 2025 , Komentarze (4)

Chyba już doszłam do siebie. Świadczyć może o tym fakt, że WRESZCIE zrobiłam kroki i nawet bardziej wymagającą praktykę jogi. Tak się podjarałam, że wreszcie żyję, że wykupiłam dostęp na miesiąc do mojej ulubionej platformy jogowej (Daga Joga). Chyba jestem gotowa na następny level :D. W pierwszym tygodniu zaplanowałam sobie głównie takie wzmacniające i ogólnorozwojowe praktyki + wygięcia. Zobaczę z czego startuję i potem się zastanowię czy chcę pracować nad czymś konkretnym. 

Udało mi się też posprzątać stajnię Augiasza (pokój córki - oczywiście pomagała, ale w połowie nagle zaczęła się bardzo źle czuć...) i zrobić trochę z rzeczy, które muszą być zrobione na przyszły tydzień. Choć nie tyle ile bym chciała. No trudno. Mimo wszystko chyba nie jestem w jakimś niedoczasie. 

Śniadanie: Naleśnik Keto z serkiem kozim i szynką parmeńską, awokado, warzywka, orzechy (dorzuciłam po zdjęciu :D). 

II śniadanie: Bułka z biedry o niskim IG z camembertem, szynką, pesto i warzywami.

Obiad: Wczorajszy schab, ale w nowej odsłonie + ryż + mizeria.

Przekąska: plasterek bułki z pasztetem - nie zrobiłam zdjęcia. 


Dobranoc:). 

9 marca 2025 , Komentarze (3)

Przespałam... Wstawałam tylko żeby zjeść i wyjść z pieskiem 😁. Biorąc pod uwagę ten fakt, to pewnie tego jedzenia było za dużo, ale jakoś organizm musi się odbudować po chorobie. Piszę po, bo dziś już czuję się normalnie:D. Trochę jeszcze coś mi siedzi w płucach, ale zdecydowanie to już jest stan "po". Taki do zaopiekowania, ale już mogę robić rzeczy swobodnie w miarę. Jogi wczoraj nie zrobiłam, bo spałam. Kroków też nie, bo też spałam. Dziś mam zamiar ponadrabiać delikatnie. Nie tylko w obszarze aktywności. Dużo mam do nadrabiania po tym chorowaniu:D. 

Śniadanie: Serdelki od Gzeli (ale dobre😍 - jak na serdelki 🤣), cammembert z orzechami, awokado rozgniecione z pomidorem, warzywka, majonez i musztarda. 

II śniadanie: Bułeczka z pasztetem i warzywami. 

Obiad: Schab pieczony w garnku rzymskim z cebulką i ziemniakami (jeżeli schab pieczony wychodzi wam suchy, to garnek rzymski robi tak, że jest mięciutki i soczysty. Podobnie robi pieczenie w niskiej temperaturze, ale ja wolę tak, bo sobie wrzucam wszystko do jednego gara i się robi samo i jest pyszne), surówka.

Kolacja: Skyr z odżywką białkową, banan, orzechy, krem pistacjowy, chia. 

Trochę się czuję jakbym pogubiła większość wątków w moim małym żyćku. Tak się obudziłam, patrzę sobie i nie wiem co się dzieje. Chciałabym coś robić, a najlepiej wszystko na raz, ale nie wiem zupełnie co. Chyba zacznę to nadrabianie od wyciągnięcia dużej kartki i flamastrów i przypomnienia sobie gdzie ja jestem i dokąd zmierzam 🤪.  Nietzsche powiedział, że „Najwyższą formą ludzkiej głupoty jest zapominanie o tym, co mamy osiągnąć.”. Życzę wam wszystkim, żebyście nie zapominały. I pozdrawiam wiosennie🥰. 

8 marca 2025 , Komentarze (3)

Nie zapisał mi się wczorajszy wpis:(. No trudno. Jeszcze raz. Niezbyt się czułam lepiej w sposób świadomy, ale chyba jednak lepiej, bo nawet posprzątałam łazienkę i zrobiłam pranie. Dziś chyba czuję powoli koniec tej udręki:). Wypluwam płuca, ale jakoś tak ogólnie nie składa mnie na pół. Może nawet nie mam gorączki? Spróbuję jakąś delikatną jogę dziś zrobić. Łazić jeszcze nie będę za dużo. 

Trochę przesadziłam mówiąc, że będę leżeć z książką w łóżku. Mam jakieś dwa wnioski do złożenia na wtorek i trzeba je przygotować. Ale to sobie powolutku będę robić. W łóżku :D. Miłęgo dnia. 

Śniadanie: Kiełbaski, jajeczko, warzywka. 

II śniadanie: Naleśnik z twarożkiem, miodem i płatkami migdałów. 

Obiad: Makaron w stylu marry me chicken. 

Przekąska: 3/4 bułki z pasztetem.  

7 marca 2025 , Komentarze (5)

W sprawie choroby nic się nie zmieniło. Dalej umieram. Ale przeżyłam ten tydzień! I wreszcie jakiś wolny weekend. Jutro mam zamiar spać i spać i spać. A jak wstanę to pić herbatę z imbirem i czytać książki. A potem spać :D. Z jedzonka wczoraj: 

Śniadanie: Parówki z szynki, jajko sadzone, awokado, warzywka. 

II śniadanie: bułeczki z pasztetem i serem korycińskim. Pomidor, dymka.

Obiad: cieniutkie, francuskie naleśniki (wg. Julii Child) z ricottą i szpinakiem. Surówka z cykorii

Kolacja:  carpaccio z buraków, szpinak, feta, balsamico, pestki dyni, przypieczony chleb żytni

5 marca 2025 , Komentarze (13)

Dziś nie byłam grzeczna za bardzo. Pewnie trochę przez chorobę, a trochę przez owsiankę na śniadanie... Trzeba wziąć na klatę wreszcie, że owsianki się nie je na śniadanie 😂. A przynajmniej ja. Śniadanie białkowo-tłuszczowe jem dopiero od kiedy założyłam ten pamiętniczek. I widzę ogromną różnicę w stosunku do tego co było wcześniej. Jeszcze wyraźniejszą kiedy czasem odejdę od tego założenia, bo mi się wydaje, że chyba nie ma to takiego znaczenia. 

- po śniadaniu czuję się najedzona naprawdę długo. Czasem nawet jak przerwa do następnego posiłku wydłuży mi się z przyczyn losowych o 1-2h, to nie mam potrzeby sięgać po coś co mnie na szybko "zapcha"

- po takim śniadaniu przez cały dzień nie mam potrzeby (?? złe słowo) podjadania pomiędzy posiłkami. Nie mam takich napadów, że chodzę i tylko szukam co by tu skubnąć. Czasem faktycznie przygotowując posiłek coś spróbuję albo skubnę, ale to raczej przez zapomnienie, a nie takie ciśnienie na żarcie, jakie wcześniej miałam. I to nawet jak potem już jem normalnie posiłki z węglowodanami.

- Nie zasypiam po posiłkach! Nie mam takich zjazdów energetycznych jak miałam wcześniej. Ta energia jest w miarę stabilna przez cały dzień. I znowu jest tak nawet jak potem jem normalne posiłki z węglami.

- Jakoś nie mam ochoty na białe pieczywo i wyroby cukiernicze. I na Dare w ciemnej czekoladzie. 

Dla mnie to wystarczające powody, żeby pożegnać się z kanapkami i owsianką na śniadanie. Postaram się już więcej nie robić odstępstw. 

Dalej choruję. Kroków mało, na jogę nie mam siły. Jeżeli chodzi o dietę, to tak jak pisałam, nie byłam do końca grzeczna. Opamiętałam się co prawda w porę i bilans wyszedł ok kalorycznie, choć zdecydowanie za mało białka, ale jednak podjadałam trochę. To co podjadałam jest na tym poglądowym zdjęciu na środku po prawej. Poglądowym, bo sobie tak to podjadałam, a nie zjadłam na raz, no a potem odtworzyłam. Prawie mi się udało, bo tam powinna być jeszcze śliwka, no ale śliwkę zjadłam. Czuję się fatalnie. Oprócz tego, że chora, to jeszcze jakaś opuchnięta. Już dawno powinnam spać. Dobranoc. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej. 


© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.