Pamiętnik odchudzania użytkownika:
eszaa

kobieta, 59 lat, Wałbrzych

162 cm, 76.40 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

7 listopada 2015 , Komentarze (1)

Uprzedzając komentarze, nie ułożyłam takiego jadłospisu sama, tylko dostałam od Vitalii.
 Można jeść smacznie i nawet słodko na diecie. Najważniejsze żeby nie przesadzać z ilością czyt.kalorycznością. To nawet dobrze , kiedy je się takie zdawałoby sie zakazane produkty. Mniej szans na efekt jojo po powrocie do "normalnego" odżywiana.
Waga wróciła do poziomu sprzed wzrostu, czyli mam po prawie trzech tygodniach, 2,5kg mniej. Nie mam napadów głodu, ani ochoty na słodycze bo mam słodkości w diecie.
Nie jest źle. Waga nie spada, ale to normalne. Organizm wygrzebał się z szoku i walczy o swoje ukochane pokłady tłuszczyku. Przeczekam to.

Moje dzisiejsze menu:

Śniadanie
dwie kromki chleba pełnoziarnistego z masłem, miodem i migdałami -  310kcal  
II śniadanie
deser bananowo-otrębowy (jogurt,banan,miód,rodzynki,otręby)- 189kcal
obiad
makaron pełnoziarnisty z kurczakiem i pieczarkami - 389 kcal
Przekąska
jogurt naturalny z truskawkami- 120 kcal
Kolacja
Makaron pełnoziarnisty z ziołami- 270kcal

Razem 1278 kcal

6 listopada 2015 , Komentarze (3)

Do odchudzania trzeba mieć, poza samozaparciem, anielską cierpliwość.

Organizm ma swoje odpały i nic na to nie poradzisz. Ani zmniejszając kaloryczność posiłków, ani padając na pysk podczas ćwiczeń.

Najpierw tracisz wodę, wiec yuhuu chudniesz. Potem jak już się zszokowany organizm ogarnie, zaczyna działać w trybie oszczędnym i choćbyś stawała na rzęsach nie chudniesz. Kolejny etap to desperackie, ale coraz słabsze, próby obrony przed Twoją walką i waga lekko idzie w dół, żeby znów za chwile wzrosnąć bo znów nabierasz wody. Jak już się tak pohuśtasz, to łaskawca Twój organizm poddaje się i czerpie z oszczędzanych do tej pory pokładów tłuszczu. Chudniesz nareszcie naprawdę.

Jeśli nie poddałaś się w czasie tej przepychanki, to jesteś wielka. Najtrudniejsze za tobą, teraz będzie już z górki.

Jestem na początku drogi, dokładnie w drugim etapie. Przez cały tydzień ni grama nie schudłam, ale dalej mam zamiar z anielską cierpliwością realizować mój plan.

Powoli i do przodu;) 

5 listopada 2015 , Komentarze (16)

Organizm mi się zbuntował. Stwierdził, że 1300kcal to za mało i się normalnie zbuntował. Zamiast chudnąć , tyję. Kilogram do przodu w ciągu trzech dni to może nie tak dużo, ale to nie tak miało być. 

Jem zgodnie z rozpiską w określonych godzinach, nie podjadam, piję wody więcej niż powinnam. Poza tym pokrzywę na niezatrzymywanie wody, miksturę przyspieszającą metabolizm, suplement diety na powyższe. Może i nie ćwiczę intensywnie, ale jednak się ruszam i spalam dziennie ok. 300kcal, jak nie więcej.

To nie są te dni, kiedy hormony szaleją i ma się ochotę na słodkie, więc to nie ta przyczyna.

Co jest? Jutro kontrolne ważenie i kiszka, jak tak dalej będę przybierać. Nie to żebym się strasznie załamała, pewnie to chwilowe (oby), ale jednak jakoś nie tak.

4 listopada 2015 , Komentarze (5)

Wczoraj modelowo, dziś jak na razie też. Na wadze szału nie ma, nawet lekko w góre, ale nic to. Pomału do przodu.

Mam dziś sprawdzian silnej woli, bo dla rodzinki zrobiłam jedną z moich ulubionych potraw, kopytka.

Będą mnie kusić do samego wieczora, dopóki nie wróci mąż z pracy i się z nimi nie rozprawi. Dobrze, że rzadko wchodzę po południu do kuchni.

 Mój dzisiejszy obiadek był o niebo zdrowszy i mniej kaloryczny. 382kcal.

Kurczak po węgiersku z kaszą. Porcja mnie przerosła, nie dałam rady zjeść :)

A teraz czas na poobiednią drzemkę i... byle do podwieczorku ;) Będzie jogurt z truskawkami, a na kolacje chleb z białym serkiem i miodem, mniam.

2 listopada 2015 , Komentarze (3)

Pięknie mi szło przez kilka dni. Wszystkie pokusy odpierałam, z obojętną miną przechodziłam koło tego co zakazane, aż... do wieczora dziś.

No trudno, łakomstwo to moje drugie imię.

 Miało być kilka, kupionych przez męża, winogron.A co tam, zjem tylko kilka. Nie pierwszy raz kupował na wieczór i do tej pory sie im opierałam ze spokojem. Nie dziś. Dziś jak zasmakowałam, nie umiałam skończyć. I tak cud że się opamiętałam zanim zniknął cały kilogram. Z pół kilo to spokojnie wchłonęłam.

No nic to,stało się . Co najbardziej mnie dziwi, to brak wyrzutów sumienia, co u mnie jest niespotykane. Dotąd każdy najmniejszy grzeszek strasznie przeżywałam, wyrzucałam sobie że nie na tym polega odchudzanie, gdzie silna wola, że tak to nie schudnę nigdy. Dzisiaj nic, luzik, stało sie i nie odstanie. Widocznie tego mi było potrzeba do szczęścia :)

Jutro też jest dzień i dalej trzeba realizować plan.

2 listopada 2015 , Komentarze (2)

Zaczynam dziś trzeci tydzień diety i wydaje mi się, że jest coraz łatwiej. Już nie doskwiera mi głód miedzy posiłkami, nie tęsknie tak masakrycznie za słodkim. Nie szokują małe porcje. Bez problemu wypijam dzienny przydział wody, nawet czasem z nadwyżką. Dbam o codzienny ruch.

Nie kupiłam dziś nic słodkiego będąc w Biedronce, nie skusiły ulubione batoniki przy kasie.

Wydaje mi się, że to wszystko dlatego że ta dieta jest faktycznie smacznie dopasowana. Idealnie trafione w mój gust posiłki. Dużo jogurtu, banany, miód, drzem, truskawki. No i oczywiście makaron, mniam.

I zasadnicza sprawa... nie przeżyłam szoku przechodząc na dietę. Do tej pory odżywiałam się zazwyczaj zdrowo i nisko kalorycznie. Gubiły mnie słodycze, tylko i wyłącznie. Nie jadałam śmieciowego żarcia, czasem pizza, ale rzadko. Już dawno przestałam tęsknić za schabowymi (ble jakie to tłuste),frytkami, czy innym mega tłustym polskim żarciem.

Waga spada, obwody też, oby tak dalej :) a... zasłużę na... tiramisu? :)

1 listopada 2015 , Skomentuj

Zawsze lubiłam tańczyć, więc zaczęłam się zastanawiać czy by może w ramach odchudzania i dbania o swój schorowany kręgosłup nie zapisać się na zumbę. W sanatorium lekarz zalecał taniec :) a rytmy zumby uwielbiam.

W zasadzie to nie bardzo chce mi się wychodzić w domu i gdzieś jeździć wieczorami. Nie wiem też czy wytrzymałabym kondycyjnie, bo zasadniczo mało się ruszam i kręgosłup boli, stawy też dokuczają, więc może stacjonarnie, w swoim tempie?

Poprzeglądałam internet żeby znaleźć może na youtube, coś co by można zastosować w domu. Nikt by nie patrzył jak sobie nie radze:) no i odpadłoby marznięcie na przystankach, dojazd, strata czasu. Szukam wymówek,wiem, ale serio kondycja żadna i podskoki odpadają.

Zna ktoś jakieś sensowne strony z zumbą do ćwiczeń w domu?

31 października 2015 , Komentarze (3)

Połączyłam wszystko co odchudzające, przyspieszające metabolizm i zdrowe. Wyszło pyszne. Nie wiem czy efekty będą współmierne do smaku, ale nie zaszkodzi spróbować.

Woda, miód, cynamon, imbir, mięta, cytryna- wszystkiego tak na oko, w litrowym dzbanku

30 października 2015 , Komentarze (4)

Dziś same ulubione rzeczy miałam na obiad: makaron, jajka, kalafior. Miał być brokuł, ale nie lubię.

Wszystko razem w postaci sałatki, mniam. Dużo tego było, a to tylko 402kcal.

30 października 2015 , Skomentuj

Myślę, że sporą motywacją do trzymania diety jest oglądanie siebie w samej tylko bieliźnie. Najlepiej by było zrobić sobie zdjęcie i powiesić na drzwiach do kuchni, czy lodówki :) 

W ubraniu jest ok. jak dla mnie. Trochę krągłości jak to u kobiety być powinno. Kiedy wciągnę brzuch to już w ogóle całkiem,całkiem. I w zasadzie jak tak się przyjrzeć, to po co mi to całe odchudzanie, te męki, głodzenie się. 

Ale jak  spojrzę na siebie bez ubrania... A fuj, co za babon, przydałoby się jednak schudnąć tu i ówdzie.

I do razu mam motywację do wyrzeczeń.

Polecam.

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.