Pamiętnik odchudzania użytkownika:
eszaa

kobieta, 59 lat, Wałbrzych

162 cm, 76.40 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

25 listopada 2015 , Komentarze (4)

Poczytałam wczoraj o odchudzaniu podczas snu ;) I jakoś tak się złożyło, że poobiednia drzemka przekształciła się w regularny 2,5 godzinny sen, potem nocny odpoczynek osiem godzin i w efekcie jest mnie 0,7 kg mniej ;) i to bez morderczych ćwiczeń wczoraj. Wiara czyni cuda? :) 

Może nie do końca, może to nagroda za trzydniowe restrykcyjne trzymanie się zaleceń diety? Może wiesiołek, może olej kokosowy, może młody jęczmień? Może wszystko na raz :) Osobiście obstawiam raczej zdrowy sen i białkową kolacje, w mniejszym stopniu suplementy. Różne są szkoły na ten temat, ale generalnie na kolacje powinno się spożywać białko, bo redukuje tłuszcz w organizmie, no to się zastosowałam :

jajecznica z dwóch jaj na oleju kokosowym, posypana siemieniem lnianym i szczypiorkiem, no i jedna kromka zdrowego chlebka ;)

Na wadze zamiast 73 jest 72,9kg. Uhahana chodzę cała:D

24 listopada 2015 , Komentarze (10)

Obiadek był przepyszny. Makaron z truskawkami i migdałami, niebo w gębie. Mogłabym tak jeść codziennie. W sumie czemu nie, skoro to pomysł dietetyczki. :)

 

 

 A tak z innej bajki, to… zmęczona jestem dziś okrutnie, bolą mnie nogi, boli kręgosłup. Chyba dają się we znaki wczorajsze interwały na bieżni, do których się sumiennie przyłożyłam.

 Dziś od rana rundka po sklepach, bo mi się zachciało nowych kozaczków, których i tak nie kupiłam, bo mnie żadne nie zachwyciły. Może innym razem.

 Potem był spacer z psem, a przeciągnął mnie nieźle i mam na dziś dość. Jeszcze tylko muszę trochę w kuchni postać, bo synek wrócił i się obiadu domaga. A potem lulu :Dpoobiednia drzemka.

Chyba sobie daruje wieczorny trening na bieżni, żeby zregenerować mięśnie. Skupie się dziś tylko na ćwiczeniach z twisterem, hula hopem i agrafką.

23 listopada 2015 , Komentarze (5)

Zaczął sie szósty tydzień smacznie dopasowanej. Miałam nadzieję na bardziej spektakularne efekty, zwłaszcza że na początku pięknie chudłam.Teraz albo zastój, albo lekko w górę i znów lekko w dól. Huśtawka, nie tylko wagowa, ale i emocjonalna. Bilans- tylko 2,60kg na minusie, po pięciu tygodniach. Wychodzi pół kilo na tydzień, więc w sumie powinno mnie to tempo cieszyć, bo ponoć najzdrowsze takie. Ale miało być większe, miałam chudnąć szybciej, szybciej osiągnąć cel. Obiecanki-cacanki.

Pocieszam sie, że jednak mój trud nie idzie na marne, bo choć wagowo niespecjalnie, to chociaż po obwodach widać, że chudnę. W talii minus 4 cm, w biodrach minus 3.Tez w sumie szału nie ma, ale cieszy. Pewnie sporą rolę odgrywa tu kręcenie hula hopem i na tweesterze, nie dieta.

 Zaczęłam też, nie tylko tuptać na mojej bieżni, ale wprowadzam interwały.

"Badania wykazały, że można osiągnąć lepsze postępy stosując trening interwałowy 3 razy w tygodniu, niż codziennie wykonując długi spokojny trening kardio. W przeciwieństwie do spokojnego kardio, w przypadku interwałów, spalasz więcej kalorii ze względu na dużą intensywność treningu. Fakt ten powoduje większe zapotrzebowanie na tlen po treningu, przez co spala kalorie i tłuszcz na długo po jego zakończeniu.
Kolejną zaletą treningu interwałowego jest fakt, że zachowuje on masę mięśniową, nie wpływa na jej spalanie tak, jak długie sesje treningu kardio w spokojnym tempie. Im więcej mięśni możesz zachować, tym więcej tłuszczu możesz spalić.Trening powinien być na tyle intensywny, by pozbawić cię oddechu podczas interwałów pracy. Jeśli podczas treningu interwałowego możesz prowadzić rozmowę, nie wykonujesz go poprawnie."

21 listopada 2015 , Komentarze (7)

Odkopałam wczoraj instrukcje obsługi mojej wagi, bo mi się przypomniało, że ma w sobie opcje pomiaru zawartości tłuszczu. Rozkminiłam ustawienia i przeżyłam szok po pomiarze.

 Mam w sobie  aż 40% tłuszczu. Ble, prawie połowa mnie to tłuszcz ;(, nieciekawie. Nie zdawałam sobie sprawy, że ze mną aż tak źle. Zasadniczo akceptuje siebie, no może z wyjątkiem obleśnego, odstającego brzuszyska. Ale ogólnie nie patrzę na siebie z obrzydzeniem.  Jasne, że idealnie byłoby ważyć te nadprogramowe dziesięć kilo mniej, ale tragedii nie ma.

Poprzyglądałam się w związku z powyższym, kilku zrobionym ostatnio zdjęciom i… niespecjalnie mi się to podoba. Jak się tak lepiej przyjrzeć, to nie wyglądam ładnie. Niby w ubraniu gubi się to i owo, zwłaszcza, że nosze luźne tuniki, ale jednak widać nadmiar ciała.

Może mnie to bardziej zmotywuje do pilnowania diety, bo zdarza mi się podjadać. To co że zdrowo, ale jednak na plus dla bilansu. Niby mogę się usprawiedliwiać, że zgubię na bieżni, ale… to chyba nie tak ma wyglądać.

20 listopada 2015 , Komentarze (11)

zaszalałam i nakupiłam cudów wspomagających odchudzanie :)

i jeszcze to:

teraz to już nie ma przebacz, muszę schudnąć :)

20 listopada 2015 , Komentarze (8)

Przechodząc na dietę odchudzającą, decydujemy się na dobrowolny odwyk. Odwyk od słodyczy, tłustego żarcia, słodkich napojów itp. Od wszystkiego co nam towarzyszyło od dziecka. Na zawsze??? że niby nigdy już więcej??? Nie, bo to raczej niemożliwe i niewykonalne. Często obiecujemy sobie, że odbijemy sobie po diecie, że jeszcze przyjdzie czas na słodkie, na tłuste, na śmieciowe. Kiedyś... potem... po osiągnięciu celu odchudzania. Wiemy jak to się kończy. Jojo i kolejna dieta. Myślę, że można temu choć troszkę zapobiec.

Według mnie na diecie powinno się grzeszyć.:D Nie mówię że codziennie, ale czasem tak nas ssie, taką mamy nieodpartą chęć na słodkie, na zakazane. Czasem nas nie rusza, ani słodkie, ani tłuste, a czasem... królestwo za czekoladę:), nieprawdaż?

 Nie cierpmy, nie męczmy się, tylko sobie pofolgujmy. Nie za często oczywiście, bo jakąś tam silną wolę w trakcie diety trzeba mieć. Mamy mimo wszystko schudnąć. Ale bez przesady. Kiedy organizm nam wysyła sygnał, że czegoś mu brakuje, posłuchajmy go. Może akurat brak mu tłuszczu w diecie i będzie się bronił przed odchudzaniem ze zdwojoną siłą? Może potrzebuje kopa w postaci słodyczy? Jeśli nie zaszalejemy za bardzo z tymi grzeszkami, nie będzie to miało znaczącego wpływu na odchudzanie. Jedna czekolada jeszcze nikogo nie zabiła :) Może efekt przyjdzie troszkę później, ale nas to tak psychicznie i fizycznie nie wykończy. Nie rzucimy się dzięki takim małym trickom, po zakończeniu diety, na wszystko czego sobie musieliśmy odmawiać. Bo hurra, już można. Nie będziemy wygłodniali, ani nadmiernie wyposzczeni.

Wiem, wiem, stabilizacja ma być lekiem na całe zło, ale zanim dojdziemy do stabilizacji musi minąć dość dużo czasu na restrykcyjnej diecie.

Post powstał na podstawie przemyśleń po wczorajszym wszamaniu dużej paczki chipsów. Nie dałam rady się powstrzymać, no nijak nie mogłam :) Waga dziś zasadniczo bez zmian, czyli nie zaszkodziłam sobie, a być może pomogłam.Tłuszcz w diecie jest potrzebny.

19 listopada 2015 , Komentarze (10)

Wydaje mi się że nie mają racji, ci którzy twierdzą, że codzienne ważenie jest błędem. Owszem waga sie waha i z dnia na dzień możemy przybrać, czy zgubić ok. 2 kg. Ale... jeśli sobie ustalimy np. cotygodniowe ważenie i akurat w ten dzień ważenia będzie zwyżka? Wyjdzie na to, że mamy cały tydzień w plecy, bo zamiast schudnąć, przytyłyśmy. No i na co te wyrzeczenia, ćwiczenia, pot, krew i łzy? Bo wtedy nie myśli sie o tym, że to chwilowy wzrost, ale o tym, że przecież cały tydzień sie starałam i co? Do doopy z taką robotą i dół murowany.

Jednak to codzienne ważenie ma więcej plusów, według mnie oczywiście. Bardziej motywuje do działania, bo trzyma się rękę na pulsie.

A mnie od wczoraj 1,1kg mniej :D

18 listopada 2015 , Komentarze (4)

Zjadłam wczoraj drożdżówkę,  poprawiłam bananem i tyle na ten temat. Miałam mega doła z powodu wzrostu wagi i cały dzień w związku z tym do dupy. I to nawet nie, żebym miała nieodpartą chęć zgrzeszyć, raczej na zasadzie, na złość mamie odmrożę sobie uszy. Głupota totalna. Ale doły żądzą się swoimi prawami. Dobrze, że choć poćwiczyłam jak co dzień i się opiłam wody, nie zawalając całkiem diety.

Dziś już lepiej. Pół kilo mniej na wadze, to i rogal na buzi:). Zmieniłam też plan diety o sto kcal na plus, czyli zgodnie z ppm, znaczy 1400kcal dziennie. Po osiemnastej mam dostać nowy jadłospis, zobaczymy jak i co się zmieni. Tym razem będę miała, zamiast jednej opcji- siła błonnika, opcje mix ,czyli trzy warianty diety w jednym. Może mi to bardziej posłuży, bo błonnik zapchał mi jelita i bezskutecznie walczę z zaparciami.

Poleciałam do apteki, żeby kupić odchudzająco-oczyszczające herbatki, ale niestety to czego chciałam nie było. Kupiłam zatem wspomagacze trawienia z tego co było dostępne

 i działam dalej.

17 listopada 2015 , Komentarze (11)

Pisałam ostatnio, że mam problemy ze snem. Po tabletkach nasennych tyję, więc wzięłam lek ziołowy. W składzie melisa, korzeń kozłka, magnez i vitB. Samo zdrowie.

Spało mi się wyśmienicie, ale rano przeżyłam szok. Na wadze aż o 700g więcej.(szloch)Kolejne nadprogramowe gramy, które w chwili obecnej są już prawie dwoma kilogramami. Jeszcze chwila, a dobije do wagi początkowej z paska, masakra.

Przekopałam internet i znalazłam winowajce- melisa, bingo.

"melisa ma właściwości uspokajające. Poza tym spowalnia przemianę materii. Więc gdy zastanawiasz się jak przytyć, sięgnij po filiżankę melisy."

Zamiast dwóch kapsułek, wzięłam wieczorem dla pewnosci trzy. No i się narobiło.

16 listopada 2015 , Komentarze (6)

Mam dylemat. Wyspać się , czy schudnąć? oto jest pytanie!

Od paru dni męczy mnie bezsenność, a właściwie to problem z zasypianiem. Zespół niespokojnych nóg i wrzody żołądka, tak mi ochoczo umilają czas przed zaśnięcie.  No nie da się zasnąć, nie da się! Wstaje, chodzę, patrzę na zegarek, kładę się, kręcę, wierce, wstaje i tak w kółko, dobre dwie godziny. Pewnie gdybym coś zjadła minąłby ból żołądka, ale przecież jestem na diecie, więc trzymam sie dzielnie, mimo że ssie.

W ruch poszły zatem tabletki nasenne. Cudownie działające i pozwalające odetchnąć po wieczornej walce o zdrowy sen, ale... mają jedną, zasadniczą wadę. Tyję po nich. Co rano jest mnie o 400g więcej. Napisane jak byk w ulotce, że się po nich tyje, wiec nie ma bata, przybieram na wadze.

Dziś już chyba wybiorę bezsenność, bo mimo starań i trzymania się diety, nie o to chodzi, żeby tyć. Choćby miała być to tylko woda, to strasznie mnie dołuje widok dodatkowych kilogramów na wadze :(

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.