Temat: negocjacja ceny domu

Hej, 

jeśli ktoś był w takiej sytuacji? Ile procent udało się wam wynegocjować? 

Chodzi o dom z 2008 r, 30 km od miasta wojewódzkiego, na wiosce bez sklepu i inpostu, ale blisko jezior, umeblowany i zadbany, wystawiony za 815 tys ( kojarze ogłoszenie i wczesniej od kwietnia był wystawiony za 780 tys...i się nie sprzedał , więc nie wiem skąd ta zwyżka :)

Z góry dziękuję za opisy waszych doświadczeń.:)

HomonoOnna napisał(a):

cancri napisał(a):

nuta napisał(a):

cancri napisał(a):

I potem te ceny sa takie w PL, jakie sa, jak ludzie je sobie wedlug humoru podwyzszaja.

Moj kolega kupil w zeszlym roku dom tu w De, byl wystawiony przez bank. Udalo mu sie zejsc ponad 1/3 ceny. Ale dom jest stary i calkowicie, calkowicie do remontu - co tu w regionie oznacza dom nieremontowany od min. 1970 roku ;)

Nie powiedzialabym wg humoru tylko wg wartosci dodanej. Jak ktos sam walczyl z remontem 2 lata, kupe kasy wpakowal,wszystko na wymiar, to pozniej chce sprzedac za wiecej niz sasiad sprzedajacy mieszkanie do remontu.A niestety, czasami dla agenta nieruchomosci nie ma duzej roznicy, bo sam budynek(kamienica) jest w slabym stanie, nie ma parkingu dla mieszkancow (ulica dla wszystkich), stara winda, brak balkonu.

Znam dwie rodziny z przepieknie wykonczonym mieszkaniem, gdzie rzeczoznawcy wycenili jak mieszkanie do remontu, bo liczy sie wiecej czynnikow niz mieszkanie. 

Jak auto wyjedzie z salonu, to traci 50% na wartosci ;-) Ludzie remontuja, uzywaja kilka lat a potem sobie to wyceniaja tak, jakby wczoraj skonczyli remont i wszystko bylo swiezo kupione i zrobione.

U moich rodzicow w budynku teraz tez spadkobiercy sprzedaja jedno mieszkanie w stanie - po remoncie, do zamieszkania, kasa jak za swiezo po remoncie, a koles 10 lat mieszkania nie grzal, tam nawet nie ma grzejnikow.

To w ogóle powinno być zakazane, bo żerował na cieple sąsiadów..

Ja osobiście wolę w środku do remontu, bo właśnie chcę urządzić po swojemu i nie chcę uzywać po kimś kibelka itp

A za panele najtańsze ludzie ( a raczej Ynwestorzy lub Flipperry )sobie dodoają do ceny 100 tys :P

To jest zakazane i można dostać za to mandat. Tylko ktoś musi o tym wiedzieć i to zgłosić a raczej nikt się nie chwali na prawo i lewo że nie grzeje bo grzeją sąsiedzi.

Pasek wagi

Karolka_83 napisał(a):

HomonoOnna napisał(a):

cancri napisał(a):

nuta napisał(a):

cancri napisał(a):

I potem te ceny sa takie w PL, jakie sa, jak ludzie je sobie wedlug humoru podwyzszaja.

Moj kolega kupil w zeszlym roku dom tu w De, byl wystawiony przez bank. Udalo mu sie zejsc ponad 1/3 ceny. Ale dom jest stary i calkowicie, calkowicie do remontu - co tu w regionie oznacza dom nieremontowany od min. 1970 roku ;)

Nie powiedzialabym wg humoru tylko wg wartosci dodanej. Jak ktos sam walczyl z remontem 2 lata, kupe kasy wpakowal,wszystko na wymiar, to pozniej chce sprzedac za wiecej niz sasiad sprzedajacy mieszkanie do remontu.A niestety, czasami dla agenta nieruchomosci nie ma duzej roznicy, bo sam budynek(kamienica) jest w slabym stanie, nie ma parkingu dla mieszkancow (ulica dla wszystkich), stara winda, brak balkonu.

Znam dwie rodziny z przepieknie wykonczonym mieszkaniem, gdzie rzeczoznawcy wycenili jak mieszkanie do remontu, bo liczy sie wiecej czynnikow niz mieszkanie. 

Jak auto wyjedzie z salonu, to traci 50% na wartosci ;-) Ludzie remontuja, uzywaja kilka lat a potem sobie to wyceniaja tak, jakby wczoraj skonczyli remont i wszystko bylo swiezo kupione i zrobione.

U moich rodzicow w budynku teraz tez spadkobiercy sprzedaja jedno mieszkanie w stanie - po remoncie, do zamieszkania, kasa jak za swiezo po remoncie, a koles 10 lat mieszkania nie grzal, tam nawet nie ma grzejnikow.

To w ogóle powinno być zakazane, bo żerował na cieple sąsiadów..

Ja osobiście wolę w środku do remontu, bo właśnie chcę urządzić po swojemu i nie chcę uzywać po kimś kibelka itp

A za panele najtańsze ludzie ( a raczej Ynwestorzy lub Flipperry )sobie dodoają do ceny 100 tys :P

To jest zakazane i można dostać za to mandat. Tylko ktoś musi o tym wiedzieć i to zgłosić a raczej nikt się nie chwali na prawo i lewo że nie grzeje bo grzeją sąsiedzi.

Ten koles nic nie placil latami, chyba 15 lat nie placil nawet na wspolnote. Teoria swoje, rzeczywitosc swoje.

Tam jest tylko 5 mieszkan, wiec wszyscy wiedza, jak wyglada u kogo sytuacja. Teraz zmarla taka starsza pani i ten koles, to dwa mieszkania sie zwolnily. Po tej pani syn pieknie wyremontowal i ma lokatorow, a po tym kolesiu odziedziczyl syn, cos posprzatali i tyle, chca 300k za 45m... a on nawet prad mial zdaje sie odciety. Remont byl, 17 lat temu, jak dostal mieszkanie w spadku, ale to ogarniala jego byla zona. Jak sie wyprowadzila, to tylko dno i 7 metrow mulu z niego zostalo (i z kolesia i z mieszkania). No ale wracajac, syn posprzatal i to mieszkanie wisi za tyle kasy, moja mama mowi, ze ludzie przychodza ogladac, ale to strata czasu, bo jak kazdy sie dowie, ze nie ma ogrzewania, ze to, ze tamto, to za taka kase nikt nie kupi.

No i wracajac - wlasnie, co mnie obchodzi, ze ktos sobie zrobil panele za tyle i tyle, pomalowal taka a nie inna farba i chce za nie zwrot, ja wolalabym mieszkanie w stanie surowym, a nie placic komus za jego wystroj, ktory i tak zmienie pod siebie - chyba, ze wybitnie by ktos ze stylem trafil, ale dla mnie to abstrakcja. Ale sa ludzie, ktorym to pasuje, wiec...🤷‍♀️

cancri napisał(a):

Karolka_83 napisał(a):

HomonoOnna napisał(a):

cancri napisał(a):

nuta napisał(a):

cancri napisał(a):

I potem te ceny sa takie w PL, jakie sa, jak ludzie je sobie wedlug humoru podwyzszaja.

Moj kolega kupil w zeszlym roku dom tu w De, byl wystawiony przez bank. Udalo mu sie zejsc ponad 1/3 ceny. Ale dom jest stary i calkowicie, calkowicie do remontu - co tu w regionie oznacza dom nieremontowany od min. 1970 roku ;)

Nie powiedzialabym wg humoru tylko wg wartosci dodanej. Jak ktos sam walczyl z remontem 2 lata, kupe kasy wpakowal,wszystko na wymiar, to pozniej chce sprzedac za wiecej niz sasiad sprzedajacy mieszkanie do remontu.A niestety, czasami dla agenta nieruchomosci nie ma duzej roznicy, bo sam budynek(kamienica) jest w slabym stanie, nie ma parkingu dla mieszkancow (ulica dla wszystkich), stara winda, brak balkonu.

Znam dwie rodziny z przepieknie wykonczonym mieszkaniem, gdzie rzeczoznawcy wycenili jak mieszkanie do remontu, bo liczy sie wiecej czynnikow niz mieszkanie. 

Jak auto wyjedzie z salonu, to traci 50% na wartosci ;-) Ludzie remontuja, uzywaja kilka lat a potem sobie to wyceniaja tak, jakby wczoraj skonczyli remont i wszystko bylo swiezo kupione i zrobione.

U moich rodzicow w budynku teraz tez spadkobiercy sprzedaja jedno mieszkanie w stanie - po remoncie, do zamieszkania, kasa jak za swiezo po remoncie, a koles 10 lat mieszkania nie grzal, tam nawet nie ma grzejnikow.

To w ogóle powinno być zakazane, bo żerował na cieple sąsiadów..

Ja osobiście wolę w środku do remontu, bo właśnie chcę urządzić po swojemu i nie chcę uzywać po kimś kibelka itp

A za panele najtańsze ludzie ( a raczej Ynwestorzy lub Flipperry )sobie dodoają do ceny 100 tys :P

To jest zakazane i można dostać za to mandat. Tylko ktoś musi o tym wiedzieć i to zgłosić a raczej nikt się nie chwali na prawo i lewo że nie grzeje bo grzeją sąsiedzi.

Ten koles nic nie placil latami, chyba 15 lat nie placil nawet na wspolnote. Teoria swoje, rzeczywitosc swoje.

Tam jest tylko 5 mieszkan, wiec wszyscy wiedza, jak wyglada u kogo sytuacja. Teraz zmarla taka starsza pani i ten koles, to dwa mieszkania sie zwolnily. Po tej pani syn pieknie wyremontowal i ma lokatorow, a po tym kolesiu odziedziczyl syn, cos posprzatali i tyle, chca 300k za 45m... a on nawet prad mial zdaje sie odciety. Remont byl, 17 lat temu, jak dostal mieszkanie w spadku, ale to ogarniala jego byla zona. Jak sie wyprowadzila, to tylko dno i 7 metrow mulu z niego zostalo (i z kolesia i z mieszkania). No ale wracajac, syn posprzatal i to mieszkanie wisi za tyle kasy, moja mama mowi, ze ludzie przychodza ogladac, ale to strata czasu, bo jak kazdy sie dowie, ze nie ma ogrzewania, ze to, ze tamto, to za taka kase nikt nie kupi.

No i wracajac - wlasnie, co mnie obchodzi, ze ktos sobie zrobil panele za tyle i tyle, pomalowal taka a nie inna farba i chce za nie zwrot, ja wolalabym mieszkanie w stanie surowym, a nie placic komus za jego wystroj, ktory i tak zmienie pod siebie - chyba, ze wybitnie by ktos ze stylem trafil, ale dla mnie to abstrakcja. Ale sa ludzie, ktorym to pasuje, wiec...????


moze być fatalne mieszkanie, ale przecież nikt nie zmusza do zakupu 

ja sama śledzę rynek mieszkań wtórnych 

ceny końcowej nie widzę, ale ogłoszenia znikają, ktoś to kupuje i w mojej ocenie to nie są tanie mieszkania czy warte tej ceny 

I poza tym -tak,  auto traci na wartości, ale nie mieszkanie:)

10 lat temu kupiliśmy dom za cenę niższą od pierwotnej o ponad 40%, inni kupujący bali się gminnej ewidencji zabytków. Ale trwało to osiem miesięcy, wymagało zimnej krwi, zniecierpliwienia sprzedających i dobrego przygotowania - mieliśmy z eksmężem "podział na role".

Teraz kupuję mieszkanie dla siebie też udało mi się sporo wynegocjować, ciężko powiedzieć, ile procent, bo dostałam parę rzeczy w bonusie, więc sam procent obniżki nie do końca oddaje wartość tego, co wynegocjowałam. Kupuję od dewelopera, widać solidny zastój na rynku.

Ale oglądałam też dom o znacznie zawyżonej wartości, próbowałam negocjować, właścicielka nie chciała o tym słyszeć, pojawił się drugi zainteresowany kupnem, babka podniosła cenę, wszyscy kupujący się wycofali, ogłoszenie wisi nadal...

Powiedziałabym więc, że zależy to i od umiejętności negocjacyjnych, i od tego, jak bardzo zależy kupującym na kupnie, a sprzedającym na sprzedaży.

Generalnie uważam, że w biznesie negocjuje się łatwiej, bo nie wchodzi w grę ten czynnik emocjonalny, który towarzyszy ludziom sprzedającym swoje rodzinne domy czy mieszkania.

A ja negocjowałam w górę, i to o 20% :D taki fun fact, bo to nie w Polsce, i nie ma przełożenia na Polska rzeczywistość. Ale tak, negocjacje mają różne odcienie ;)

cancri napisał(a):

Karolka_83 napisał(a):

HomonoOnna napisał(a):

cancri napisał(a):

nuta napisał(a):

cancri napisał(a):

I potem te ceny sa takie w PL, jakie sa, jak ludzie je sobie wedlug humoru podwyzszaja.

Moj kolega kupil w zeszlym roku dom tu w De, byl wystawiony przez bank. Udalo mu sie zejsc ponad 1/3 ceny. Ale dom jest stary i calkowicie, calkowicie do remontu - co tu w regionie oznacza dom nieremontowany od min. 1970 roku ;)

Nie powiedzialabym wg humoru tylko wg wartosci dodanej. Jak ktos sam walczyl z remontem 2 lata, kupe kasy wpakowal,wszystko na wymiar, to pozniej chce sprzedac za wiecej niz sasiad sprzedajacy mieszkanie do remontu.A niestety, czasami dla agenta nieruchomosci nie ma duzej roznicy, bo sam budynek(kamienica) jest w slabym stanie, nie ma parkingu dla mieszkancow (ulica dla wszystkich), stara winda, brak balkonu.

Znam dwie rodziny z przepieknie wykonczonym mieszkaniem, gdzie rzeczoznawcy wycenili jak mieszkanie do remontu, bo liczy sie wiecej czynnikow niz mieszkanie. 

Jak auto wyjedzie z salonu, to traci 50% na wartosci ;-) Ludzie remontuja, uzywaja kilka lat a potem sobie to wyceniaja tak, jakby wczoraj skonczyli remont i wszystko bylo swiezo kupione i zrobione.

U moich rodzicow w budynku teraz tez spadkobiercy sprzedaja jedno mieszkanie w stanie - po remoncie, do zamieszkania, kasa jak za swiezo po remoncie, a koles 10 lat mieszkania nie grzal, tam nawet nie ma grzejnikow.

To w ogóle powinno być zakazane, bo żerował na cieple sąsiadów..

Ja osobiście wolę w środku do remontu, bo właśnie chcę urządzić po swojemu i nie chcę uzywać po kimś kibelka itp

A za panele najtańsze ludzie ( a raczej Ynwestorzy lub Flipperry )sobie dodoają do ceny 100 tys :P

To jest zakazane i można dostać za to mandat. Tylko ktoś musi o tym wiedzieć i to zgłosić a raczej nikt się nie chwali na prawo i lewo że nie grzeje bo grzeją sąsiedzi.

Ten koles nic nie placil latami, chyba 15 lat nie placil nawet na wspolnote. Teoria swoje, rzeczywitosc swoje.

Tam jest tylko 5 mieszkan, wiec wszyscy wiedza, jak wyglada u kogo sytuacja. Teraz zmarla taka starsza pani i ten koles, to dwa mieszkania sie zwolnily. Po tej pani syn pieknie wyremontowal i ma lokatorow, a po tym kolesiu odziedziczyl syn, cos posprzatali i tyle, chca 300k za 45m... a on nawet prad mial zdaje sie odciety. Remont byl, 17 lat temu, jak dostal mieszkanie w spadku, ale to ogarniala jego byla zona. Jak sie wyprowadzila, to tylko dno i 7 metrow mulu z niego zostalo (i z kolesia i z mieszkania). No ale wracajac, syn posprzatal i to mieszkanie wisi za tyle kasy, moja mama mowi, ze ludzie przychodza ogladac, ale to strata czasu, bo jak kazdy sie dowie, ze nie ma ogrzewania, ze to, ze tamto, to za taka kase nikt nie kupi.

No i wracajac - wlasnie, co mnie obchodzi, ze ktos sobie zrobil panele za tyle i tyle, pomalowal taka a nie inna farba i chce za nie zwrot, ja wolalabym mieszkanie w stanie surowym, a nie placic komus za jego wystroj, ktory i tak zmienie pod siebie - chyba, ze wybitnie by ktos ze stylem trafil, ale dla mnie to abstrakcja. Ale sa ludzie, ktorym to pasuje, wiec...????

A to też prawda. U nas też był taki jeden koleś w bramie obok, który nie płacił latami czynszu. Nic mu nie zrobili. Potem spółdzielnia ten dług próbowała przerzucić na resztę mieszkań (4 klatki po 10 mieszkań) dzieląc proporcjonalnie według m2 i strasząc sądem. Nic nie zapłaciłam - musiało by mnie pogrzać. Ale niektórzy zapłacili, bo bali się tych rozpraw sądowych (nie wiem z jakiej racji miały by się odbyć i na jakiej podstawie, no ale każdy robi jak uważa). Minęło 10 lat a może i 15. Komornik mi nie pukał do drzwi a sąd żaden też mnie nie wzywał w tej sprawie, bo zapewne żadnej sprawy nie było :P Wyszli pewnie z założenia, że co ludzie zapłacą to zapłacą (zawsze będą do przodu) a ci co nie to nie - i tak by tej kasy nie odzyskali a tak zawsze coś im wpadło. Może jak komuś wyszło mało, to wolał zapłacić dla świętego spokoju. Nam naliczyli 1500 zł. Już biegnę płacić 1500 zł bo ktoś nie płacił latami swojego czynszu a spółdzielnia nie była w stanie tej kasy od niego wyrwać. Się rozpędziłaaaaam.

Pasek wagi

Karolka_83 napisał(a):

cancri napisał(a):

Karolka_83 napisał(a):

HomonoOnna napisał(a):

cancri napisał(a):

nuta napisał(a):

cancri napisał(a):

I potem te ceny sa takie w PL, jakie sa, jak ludzie je sobie wedlug humoru podwyzszaja.

Moj kolega kupil w zeszlym roku dom tu w De, byl wystawiony przez bank. Udalo mu sie zejsc ponad 1/3 ceny. Ale dom jest stary i calkowicie, calkowicie do remontu - co tu w regionie oznacza dom nieremontowany od min. 1970 roku ;)

Nie powiedzialabym wg humoru tylko wg wartosci dodanej. Jak ktos sam walczyl z remontem 2 lata, kupe kasy wpakowal,wszystko na wymiar, to pozniej chce sprzedac za wiecej niz sasiad sprzedajacy mieszkanie do remontu.A niestety, czasami dla agenta nieruchomosci nie ma duzej roznicy, bo sam budynek(kamienica) jest w slabym stanie, nie ma parkingu dla mieszkancow (ulica dla wszystkich), stara winda, brak balkonu.

Znam dwie rodziny z przepieknie wykonczonym mieszkaniem, gdzie rzeczoznawcy wycenili jak mieszkanie do remontu, bo liczy sie wiecej czynnikow niz mieszkanie. 

Jak auto wyjedzie z salonu, to traci 50% na wartosci ;-) Ludzie remontuja, uzywaja kilka lat a potem sobie to wyceniaja tak, jakby wczoraj skonczyli remont i wszystko bylo swiezo kupione i zrobione.

U moich rodzicow w budynku teraz tez spadkobiercy sprzedaja jedno mieszkanie w stanie - po remoncie, do zamieszkania, kasa jak za swiezo po remoncie, a koles 10 lat mieszkania nie grzal, tam nawet nie ma grzejnikow.

To w ogóle powinno być zakazane, bo żerował na cieple sąsiadów..

Ja osobiście wolę w środku do remontu, bo właśnie chcę urządzić po swojemu i nie chcę uzywać po kimś kibelka itp

A za panele najtańsze ludzie ( a raczej Ynwestorzy lub Flipperry )sobie dodoają do ceny 100 tys :P

To jest zakazane i można dostać za to mandat. Tylko ktoś musi o tym wiedzieć i to zgłosić a raczej nikt się nie chwali na prawo i lewo że nie grzeje bo grzeją sąsiedzi.

Ten koles nic nie placil latami, chyba 15 lat nie placil nawet na wspolnote. Teoria swoje, rzeczywitosc swoje.

Tam jest tylko 5 mieszkan, wiec wszyscy wiedza, jak wyglada u kogo sytuacja. Teraz zmarla taka starsza pani i ten koles, to dwa mieszkania sie zwolnily. Po tej pani syn pieknie wyremontowal i ma lokatorow, a po tym kolesiu odziedziczyl syn, cos posprzatali i tyle, chca 300k za 45m... a on nawet prad mial zdaje sie odciety. Remont byl, 17 lat temu, jak dostal mieszkanie w spadku, ale to ogarniala jego byla zona. Jak sie wyprowadzila, to tylko dno i 7 metrow mulu z niego zostalo (i z kolesia i z mieszkania). No ale wracajac, syn posprzatal i to mieszkanie wisi za tyle kasy, moja mama mowi, ze ludzie przychodza ogladac, ale to strata czasu, bo jak kazdy sie dowie, ze nie ma ogrzewania, ze to, ze tamto, to za taka kase nikt nie kupi.

No i wracajac - wlasnie, co mnie obchodzi, ze ktos sobie zrobil panele za tyle i tyle, pomalowal taka a nie inna farba i chce za nie zwrot, ja wolalabym mieszkanie w stanie surowym, a nie placic komus za jego wystroj, ktory i tak zmienie pod siebie - chyba, ze wybitnie by ktos ze stylem trafil, ale dla mnie to abstrakcja. Ale sa ludzie, ktorym to pasuje, wiec...????

A to też prawda. U nas też był taki jeden koleś w bramie obok, który nie płacił latami czynszu. Nic mu nie zrobili. Potem spółdzielnia ten dług próbowała przerzucić na resztę mieszkań (4 klatki po 10 mieszkań) dzieląc proporcjonalnie według m2 i strasząc sądem. Nic nie zapłaciłam - musiało by mnie pogrzać. Ale niektórzy zapłacili, bo bali się tych rozpraw sądowych (nie wiem z jakiej racji miały by się odbyć i na jakiej podstawie, no ale każdy robi jak uważa). Minęło 10 lat a może i 15. Komornik mi nie pukał do drzwi a sąd żaden też mnie nie wzywał w tej sprawie, bo zapewne żadnej sprawy nie było :P Wyszli pewnie z założenia, że co ludzie zapłacą to zapłacą (zawsze będą do przodu) a ci co nie to nie - i tak by tej kasy nie odzyskali a tak zawsze coś im wpadło. Może jak komuś wyszło mało, to wolał zapłacić dla świętego spokoju. Nam naliczyli 1500 zł. Już biegnę płacić 1500 zł bo ktoś nie płacił latami swojego czynszu a spółdzielnia nie była w stanie tej kasy od niego wyrwać. Się rozpędziłaaaaam.

jak slysze o takich przypadkach to niezmiennie przeraza mnie niska swiadomosc spoleczna wlasnych praw (a czasem i obowiazkow). Ludzie nie znaja podstawowych przepisow, ze ktos im np nie moze narzucic ze ma splacac czyjsc dlug o ile nie jest spadkobierca takiej osoby. 

Pasek wagi

Galadriela30 napisał(a):

Karolka_83 napisał(a):

cancri napisał(a):

Karolka_83 napisał(a):

HomonoOnna napisał(a):

cancri napisał(a):

nuta napisał(a):

cancri napisał(a):

I potem te ceny sa takie w PL, jakie sa, jak ludzie je sobie wedlug humoru podwyzszaja.

Moj kolega kupil w zeszlym roku dom tu w De, byl wystawiony przez bank. Udalo mu sie zejsc ponad 1/3 ceny. Ale dom jest stary i calkowicie, calkowicie do remontu - co tu w regionie oznacza dom nieremontowany od min. 1970 roku ;)

Nie powiedzialabym wg humoru tylko wg wartosci dodanej. Jak ktos sam walczyl z remontem 2 lata, kupe kasy wpakowal,wszystko na wymiar, to pozniej chce sprzedac za wiecej niz sasiad sprzedajacy mieszkanie do remontu.A niestety, czasami dla agenta nieruchomosci nie ma duzej roznicy, bo sam budynek(kamienica) jest w slabym stanie, nie ma parkingu dla mieszkancow (ulica dla wszystkich), stara winda, brak balkonu.

Znam dwie rodziny z przepieknie wykonczonym mieszkaniem, gdzie rzeczoznawcy wycenili jak mieszkanie do remontu, bo liczy sie wiecej czynnikow niz mieszkanie. 

Jak auto wyjedzie z salonu, to traci 50% na wartosci ;-) Ludzie remontuja, uzywaja kilka lat a potem sobie to wyceniaja tak, jakby wczoraj skonczyli remont i wszystko bylo swiezo kupione i zrobione.

U moich rodzicow w budynku teraz tez spadkobiercy sprzedaja jedno mieszkanie w stanie - po remoncie, do zamieszkania, kasa jak za swiezo po remoncie, a koles 10 lat mieszkania nie grzal, tam nawet nie ma grzejnikow.

To w ogóle powinno być zakazane, bo żerował na cieple sąsiadów..

Ja osobiście wolę w środku do remontu, bo właśnie chcę urządzić po swojemu i nie chcę uzywać po kimś kibelka itp

A za panele najtańsze ludzie ( a raczej Ynwestorzy lub Flipperry )sobie dodoają do ceny 100 tys :P

To jest zakazane i można dostać za to mandat. Tylko ktoś musi o tym wiedzieć i to zgłosić a raczej nikt się nie chwali na prawo i lewo że nie grzeje bo grzeją sąsiedzi.

Ten koles nic nie placil latami, chyba 15 lat nie placil nawet na wspolnote. Teoria swoje, rzeczywitosc swoje.

Tam jest tylko 5 mieszkan, wiec wszyscy wiedza, jak wyglada u kogo sytuacja. Teraz zmarla taka starsza pani i ten koles, to dwa mieszkania sie zwolnily. Po tej pani syn pieknie wyremontowal i ma lokatorow, a po tym kolesiu odziedziczyl syn, cos posprzatali i tyle, chca 300k za 45m... a on nawet prad mial zdaje sie odciety. Remont byl, 17 lat temu, jak dostal mieszkanie w spadku, ale to ogarniala jego byla zona. Jak sie wyprowadzila, to tylko dno i 7 metrow mulu z niego zostalo (i z kolesia i z mieszkania). No ale wracajac, syn posprzatal i to mieszkanie wisi za tyle kasy, moja mama mowi, ze ludzie przychodza ogladac, ale to strata czasu, bo jak kazdy sie dowie, ze nie ma ogrzewania, ze to, ze tamto, to za taka kase nikt nie kupi.

No i wracajac - wlasnie, co mnie obchodzi, ze ktos sobie zrobil panele za tyle i tyle, pomalowal taka a nie inna farba i chce za nie zwrot, ja wolalabym mieszkanie w stanie surowym, a nie placic komus za jego wystroj, ktory i tak zmienie pod siebie - chyba, ze wybitnie by ktos ze stylem trafil, ale dla mnie to abstrakcja. Ale sa ludzie, ktorym to pasuje, wiec...????

A to też prawda. U nas też był taki jeden koleś w bramie obok, który nie płacił latami czynszu. Nic mu nie zrobili. Potem spółdzielnia ten dług próbowała przerzucić na resztę mieszkań (4 klatki po 10 mieszkań) dzieląc proporcjonalnie według m2 i strasząc sądem. Nic nie zapłaciłam - musiało by mnie pogrzać. Ale niektórzy zapłacili, bo bali się tych rozpraw sądowych (nie wiem z jakiej racji miały by się odbyć i na jakiej podstawie, no ale każdy robi jak uważa). Minęło 10 lat a może i 15. Komornik mi nie pukał do drzwi a sąd żaden też mnie nie wzywał w tej sprawie, bo zapewne żadnej sprawy nie było :P Wyszli pewnie z założenia, że co ludzie zapłacą to zapłacą (zawsze będą do przodu) a ci co nie to nie - i tak by tej kasy nie odzyskali a tak zawsze coś im wpadło. Może jak komuś wyszło mało, to wolał zapłacić dla świętego spokoju. Nam naliczyli 1500 zł. Już biegnę płacić 1500 zł bo ktoś nie płacił latami swojego czynszu a spółdzielnia nie była w stanie tej kasy od niego wyrwać. Się rozpędziłaaaaam.

jak slysze o takich przypadkach to niezmiennie przeraza mnie niska swiadomosc spoleczna wlasnych praw (a czasem i obowiazkow). Ludzie nie znaja podstawowych przepisow, ze ktos im np nie moze narzucic ze ma splacac czyjsc dlug o ile nie jest spadkobierca takiej osoby. 

Ja wtedy rozmawiałam z sąsiadami jak się gdzieś mijaliśmy na dworze czy klatce schodowej o tej sytuacji, to zdania były podzielone tak pół na pół. Jedni szli w zaparte, że nic nie płacą ale sporo osób mówiło, że zapłaci bo nie chce potem po sądach biegać a na końcu i tak płacić z odsetkami (???). Ja mówiłam im, że nie mają prawa scedować na nas tego długu i nie będzie żadnej sprawy sądowej i spółdzielnia dobrze o tym wie, ale ludzie widać było, że się boją i chcą mieć to z głowy. Przyznam, że byłam mocno zdziwiona jak łatwo przychodzi niektórym brać na swój kark czyjś dług bez szemrania, bo ktoś im wysłał ładnie urzędowo napisane pismo.

Z drugiej strony moja mama przykładowo co jakiś czas uracza mnie nowinkami typu: "A wiesz, że poczta polska będzie robiła kontrole czy się ma w domu telewizor i kto nie płaci abonamentu? Będą chodzić i sprawdzać, zaglądać itp." Ja jej mówię "A kto ich wpuści? Bo ja nie mam zamiaru" Na co ona, że no ale jak to? To będzie kontrola i muszę ich wpuścić. No nie muszę. Na palcach jednej ręki można policzyć sytuacje gdzie jest obowiązek wpuścić kogoś do domu i zazwyczaj dotyczy służb mundurowych a w większości przypadków z nakazem sądowym. Świadomość jest niska i sporo osób to wykorzystuje niestety. Dziwi o tyle, że w dzisiejszych czasach wszystko można w 5 sekund sprawdzić na telefonie.

Pasek wagi

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.