Jako że nie wzięłam krokomierza na wczasy to zainstalowałam w telefonie takowy i proszę - wczoraj miałam ok 14 tyś kroków a dzisiaj ponad 18 tyś. Fajnie.
pogoda zrobiła się średnia to wymyśliłam że skoczymy do Kołobrzegu - nie byłam tam nigdy a najmłodszy chciał zobaczyć latarnie morską. Schody zaczęły się od znalezienia parkingu, w końcu po kilku próbach znaleźliśmy jeden oczywiście płatny niestrzeżony jak to w Polsce bywa a kwota kosmiczna - 20 zł za godzinę!!!! No ale jak sie bawić to na całego :) ledwo wyszliśmy z auta a dzieciaki wołają jeść - no to jak wakacje to dostali po gofrze z polewą bo o dziwo za śmietaną nie przepadają :) następnie kierunek latarnia morska - wszystko pięknie, ale robią renowacje zewnętrzną i bałam się że jest nieczynna, na szczęście była otwarta i po opłaceniu wejściówki - 60 zł za 5 osób - idziemy na górę. Widoki fajne, najmłodszy szczęśliwy choc lekko wystraszony ale dał rade :)
potem kierunek molo - tam już cena mniejsza bo 25 zł za naszą 5 :) spacerkiem idziemy do konca, po drodze mewy i ludzie o dziwo tłumów nie było. Połaziliśmy i oczywiście standardowe wołanie pociech że głodne. No wiec idziemy z molo i zaraz jest knajpka - rybki. Zamawiam dla każdego z frytkami i super pięknie do czasu rachunku - za 4 ryby z frytkami ponad 300 zł!!!! Oszaleli!!!
połaziliśmy jeszcze troche i czas wracać bo pogoda robila się deszczowa, więc do auta i jazda do Sarbinowa.
przyjechaliśmy, odpoczęliśmy i jako że słonko wychodziło zza chmur to decyzja błyskawiczna - idziemy pochodzić po budach i wracamy wzdłuż plaży. Dzieci o dziwo nie marudziły, zadowolone głównie przy budach, wyszalały się spacerkiem przez plaże i zdążyliśmy w ostatnim momencie dojść do domku bo jak tylko zamknęłam drzwi to zaczęło lać. Ale że było po 19.00 to młodsi w piżamy, szybka kolacja i do łóżek :)
wreszcie spokój :)
pozdrawiam!